otopr.pl Grupy dyskusyjne Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

1
Data: 5 październik 2004, 18:09
Temat:

Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw

Byl taki watek ktory teraz dopiero przeczytalem i za pozwoleniem przekaze
swoje przemyslenia ne ten temat.Dodam,ze temat poruszyla kobieta-sadze,ze
zona i matka i w ogolnej opini" Ta" osoba ktora prowadzi gospodarstwo
domowe.
Nie wiem czemu w takim pojeciu praca w kuchni to niewolnictwo.Jestem juz
"duzym" chlopcem i przez wiele lat to potrafilem w kuchni nawet wode
przypalic.Dobrych kilka lat temu (tak troche z przymusu-zona zlamala prawa
reke) zajolem sie przygotowaniem posilkow.Nie mialem wyjscia .Oprocz zony
jeszcze trzy "dzioby" do wykarmirnia.Mijal czas -potem to bywalo
roznie.Teraz od jakes trzech lat zajmuje sie prawie profesjonalnie
kuchnia.Daje zonie fory tylko w soboty i niedziele.
A co ! niech se tez popichci.Wszyscy pracujemy oprocz najmlodszej 17 letnej
corki.i w tygodniu to spotykamy sie zazwyczaj w przdpokoju -wchodzac lub
wychodzac lub w kuchni...na posilku czyli pobierajac obiad tj 17-18 ta.
Dlatego wprowadzilem system "planowania" ktory u mnie dziala od 2 lat i
chcialbym polecic innym gotujacym zonom i kolegom.
A mianowicie. W kuchni umiescilem taka sobie rodzinna tablice informacyjna
na ktorej co sobota wywieszam jadlospis na nadchodzacy tydzien.Jezeli ktos
ma uwagi to dopisuje Ma czas do niedzieli- wieczaora.Jezeli uwagi sa
konstruktywne nanosze je i od poniedzialku zaczynam realizowac .Daje mi to
mozliwosc zaplanowania zakupow.Wiekszosc posilkow obiadowych przygotowuje
wieczorem -dzien wczesniej.Daje to niesamowite rezultaty-bo
np.gulasz,.bigos,fasolka po bretonsku ,leczo przygotowane dzien wczesniej
lepiej smakuje na drugi dzien.Sa dania ktore nie zostaly skonsumowane.(
powod- domownik nie wrocil na czas obiadu)zamrazam i potem po kilku dniach
dorabiajac jakis sosik podgrzewam i popdaje.A tak na powaznie to w kuchni
jak i w zyciu trza troche fantazji.Planowanie to jedno a improwizacja
to....jak sie przekonalem w zyciu wazna sprawa.Inmaczej sie nie da.

Pozdrawiam
Stanislaw z Gdanska



2
Data: 6 październik 2004, 13:06
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Agata


Użytkownik Stanislaw Trepczyk w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:cjuh1k$sk5$1@atlantis.news.tpi.pl...

(ciach)


A mianowicie. W kuchni umiescilem taka sobie rodzinna tablice informacyjna
na ktorej co sobota wywieszam jadlospis na nadchodzacy tydzien.Jezeli ktos
ma uwagi to dopisuje Ma czas do niedzieli- wieczaora.Jezeli uwagi sa
konstruktywne nanosze je i od poniedzialku zaczynam realizowac .Daje mi to
mozliwosc zaplanowania zakupow.Wiekszosc posilkow obiadowych przygotowuje
wieczorem -dzien wczesniej.Daje to niesamowite rezultaty-bo
np.gulasz,.bigos,fasolka po bretonsku ,leczo przygotowane dzien wczesniej
lepiej smakuje na drugi dzien.Sa dania ktore nie zostaly skonsumowane.(
powod- domownik nie wrocil na czas obiadu)zamrazam i potem po kilku dniach
dorabiajac jakis sosik podgrzewam i popdaje.A tak na powaznie to w kuchni
jak i w zyciu trza troche fantazji.Planowanie to jedno a improwizacja
to....jak sie przekonalem w zyciu wazna sprawa.Inmaczej sie nie da.

Pozdrawiam
Stanislaw z Gdanska



...rewelacyjne...gratuluje zarowno pomyslu jak i organizacji
Podoba mi sie ze lista zamyka sie w niedziele :)
I rzeczywiscie masz szanse wydobycia z dan ich najprawdziwszego smaku (!)

agataw maniaczka gotowania dla innych



3
Data: 6 październik 2004, 13:23
Temat:

Re: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Jerzy Kozł


Dlatego wprowadzilem system "planowania" ktory u mnie dziala od 2 lat i
chcialbym polecic innym gotujacym zonom i kolegom.
A mianowicie. W kuchni umiescilem taka sobie rodzinna tablice informacyjna
na ktorej co sobota wywieszam jadlospis na nadchodzacy tydzien.Jezeli ktos
ma uwagi to dopisuje Ma czas do niedzieli- wieczaora.Jezeli uwagi sa
konstruktywne nanosze je i od poniedzialku zaczynam realizowac .Daje mi to
mozliwosc zaplanowania zakupow.Wiekszosc posilkow obiadowych przygotowuje
wieczorem -dzien wczesniej........


........wazna sprawa.Inmaczej sie nie da.



Pozdrawiam
Stanislaw z Gdanska


a skad wiesz na co bedziesz mial ochote jutro????
pozdrawiam Jerzy?


4
Data: 6 październik 2004, 13:55
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Tatiana

Dnia Wed, 6 Oct 2004 13:06:20 +0200, Waćpanna lub Waćpan *Agata*, w
wiadomości news: zawarł, co następuje:


...rewelacyjne...gratuluje zarowno pomyslu jak i organizacji
Podoba mi sie ze lista zamyka sie w niedziele :)
I rzeczywiscie masz szanse wydobycia z dan ich najprawdziwszego smaku (!)



największy problem z tym, jak w środę najdzie domowników ciężka ochota na
przykład na krupnik... i kiła, trzeba czekać do przyszego tygodnia ;/
--
Pozdrawiam, Ti`Ana
"Wbrew obiegowej opinii langusta żywi się wyłącznie owocami morza,
choć gdyby mogła - jadłaby dżem."

5
Data: 6 październik 2004, 14:07
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Agata


Użytkownik Tatiana w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:yyfrnhpqgkg3$.dlg@czarodziejka.net...


Dnia Wed, 6 Oct 2004 13:06:20 +0200, Waćpanna lub Waćpan *Agata*, w
wiadomości news: zawarł, co następuje:

> ...rewelacyjne...gratuluje zarowno pomyslu jak i organizacji
> Podoba mi sie ze lista zamyka sie w niedziele :)
> I rzeczywiscie masz szanse wydobycia z dan ich najprawdziwszego smaku


(!)



największy problem z tym, jak w środę najdzie domowników ciężka ochota na
przykład na krupnik... i kiła, trzeba czekać do przyszego tygodnia ;/
--



ba!...
mysle ze Stanislaw bywa elastyczny ;)
gorzej ze moze sie tam plewic korupcja
nocna szafka pelna batonow..za nieoczekiwana zmiane menu z przyczyn
technicznych - "baba z dzieckiem na reku wykupila bez kolejki cala watrobke
i MUSIMY dzis zrobic nalesniki z serem i smietana"

agataw



6
Data: 6 październik 2004, 17:36
Temat:

Re: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw



>
a skad wiesz na co bedziesz mial ochote jutro????
pozdrawiam Jerzy?
Ha!


Gdybym myslal tymi kategoriami to ..no moze jak rowniez mial odpowiednia
kase to zatrudnil bym w kuchni gosposie i rano podawal swoje zyczenie co do
zachcianek kulinarnych na nadchodzacy dzien, a do "uciech" innych zatrudnil
odpowiednia hostese. Sytuacja jest jednak taka jaka jest.Na gosposie i
hostese mnie nie stac A poniewaz Wszyscy pracujemy( no wlasnie i pomimo tego
nie stac) i chcial realizowac no jak to w "stadzie" nie tylko swoje
zachcianki kulinarne, to takowy posilek bylby jedyny najwczesniej o 20 tej i
zaangazowanych bylo by conajmniej dwie osoby.
A tak radze sobie sam i zawsze o godz.17 tej goracy posilek typu obiad jest
podany.
Nie uwazam sie za niewolnika kuchni choc sam wziolem na siebie te obowiazki.
A tak pozatym nie uwazajcie mnie za starego zgreda ktory nie mic do roboty
jak "pichcic" w kuchni! Ja czynnie uprawiam sport zeglarski i kiedy wyplywam
na kilka dni to nie zostawiam ich bez ....pomyslow.I wtedy "tablica
rodzinna" naprawde spelnia swoja role.Oprocz zeglarstwa mam jeszcze inne
hobby ktore zajmyje mi sporo czasu i gdyby nie planowanie rodzinnego zycia
kulinarnego to faktyucznie zostal bym kuchta - niewolnikiem kuchni.

Stanislaw



7
Data: 6 październik 2004, 17:38
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw


...rewelacyjne...gratuluje zarowno pomyslu jak i organizacji
Podoba mi sie ze lista zamyka sie w niedziele :)
I rzeczywiscie masz szanse wydobycia z dan ich najprawdziwszego smaku (!)

agataw maniaczka gotowania dla innych

Ago!


Wyczowam pewien sarkazm w Twojej wypowiedzi.Moze sie myle?

Stanislaw



8
Data: 6 październik 2004, 17:42
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw


największy problem z tym, jak w środę najdzie domowników ciężka ochota na
przykład na krupnik... i kiła, trzeba czekać do przyszego tygodnia ;/
--
Pozdrawiam, Ti`Ana


A gdyby tygodniowe menii obiadow sami sobie wymyslili a Ty bys je
realizowala, to ciekawe czy mieli by pretensje !?


A Ty mialas by czas na zaplanowanie zakupow i "pichcenia"



Stanislaw



9
Data: 6 październik 2004, 17:49
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw



mysle ze Stanislaw bywa elastyczny ;)


Oczywiscie! Zdaza sie ,ale to tylko wtedy jak wiem ze zamiast 5 osob na
obiedzie beda dwie!


gorzej ze moze sie tam plewic korupcja
nocna szafka pelna batonow..za nieoczekiwana zmiane menu z przyczyn
technicznych - "baba z dzieckiem na reku wykupila bez kolejki cala


watrobke


i MUSIMY dzis zrobic nalesniki z serem i smietana"



I tak bywa! Mam doroslych domownikow.Nie smakuje - prosze telefon picca lub
cos innego ale na wlasny koszt..
Z doswiadczenia jednia wynika ,ze wszyscy zjadaja wszystko co przygotuje i
zawsze jest za malo

Stanislaw



10
Data: 6 październik 2004, 19:09
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Tatiana

Dnia Wed, 6 Oct 2004 17:42:34 +0200, Waćpanna lub Waćpan *Stanislaw
Trepczyk*, w wiadomości news: zawarł,
co następuje:


największy problem z tym, jak w środę najdzie domowników ciężka ochota na
przykład na krupnik... i kiła, trzeba czekać do przyszego tygodnia ;/


A gdyby tygodniowe menii obiadow sami sobie wymyslili a Ty bys je
realizowala, to ciekawe czy mieli by pretensje !?
A Ty mialas by czas na zaplanowanie zakupow i "pichcenia"



Wiadomo, że nie mam, dzielimy się z Matką teraz obiadami po połowie, bo ja
mam zajęcia poukładane antyobiadowo. Co innego w wakacje, gdy codziennie
spełniam domowe zachcianki :)
Ale ogólnie rzecz ujmując pomysł jadłospisu na tydzień mi się nie podoba i
wiem, że mojej rodzinie także by się nie spodobał. Nie znoszę
długoterminowego planowania, raczej kombinujemy z dnia na dzień, maksymalnie
na dwa dni naprzód, aby uwzględnić wszystkie czynniki. Na przykład wiemy, że
jutro nie będzie brata, który nie lubi szpinaku, to hajda szpinak.
Ale jest to kwestia warunków jakie posiada osoba gotująca, czasu, pieniędzy
i oczywiście domowników. Cieszę się, że Tobie się udaje, ale to nie dla
mnie, po prostu.
--
Pozdrawiam, Ti`Ana
"Wbrew obiegowej opinii langusta żywi się wyłącznie owocami morza,
choć gdyby mogła - jadłaby dżem."

11
Data: 6 październik 2004, 19:54
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw


Ale ogólnie rzecz ujmując pomysł jadłospisu na tydzień mi się nie podoba i
wiem, że mojej rodzinie także by się nie spodobał.


Ciach!......



Nie znoszę


długoterminowego planowania, raczej kombinujemy z dnia na dzień,


maksymalnie


na dwa dni naprzód, aby uwzględnić wszystkie czynniki.



To by znaczylo ,ze masz dopiero 20 nascie lat

. Cieszę się, że Tobie się udaje, ale to nie dla


mnie, po prostu.
--
Pozdrawiam, Ti`Ana


To przychodzi z czasem Zobaczysz.
Stanisalw



12
Data: 6 październik 2004, 20:12
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Tatiana

Dnia Wed, 6 Oct 2004 19:54:26 +0200, Waćpanna lub Waćpan *Stanislaw
Trepczyk*, w wiadomości news:
zawarł, co następuje:


To by znaczylo ,ze masz dopiero 20 nascie lat



20 naście? ;) No ale coś w tych zakresach.


. Cieszę się, że Tobie się udaje, ale to nie dla


mnie, po prostu.


To przychodzi z czasem Zobaczysz.



Mojej Mamie jakoś nie przyszło. Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie, bo ja
lubię naszą domową spontaniczność i wpadanie do kuchni z dzikim okrzykiem -
"jutro leeeeczo, prooooszę"
--
Pozdrawiam, Ti`Ana
"Wbrew obiegowej opinii langusta żywi się wyłącznie owocami morza,
choć gdyby mogła - jadłaby dżem."

13
Data: 6 październik 2004, 20:25
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Agata


Użytkownik Stanislaw Trepczyk w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:ck13p9$but$1@nemesis.news.tpi.pl...


> ...rewelacyjne...gratuluje zarowno pomyslu jak i organizacji
> Podoba mi sie ze lista zamyka sie w niedziele :)
> I rzeczywiscie masz szanse wydobycia z dan ich najprawdziwszego smaku


(!)


>
> agataw maniaczka gotowania dla innych
>
> Ago!
Wyczowam pewien sarkazm w Twojej wypowiedzi.Moze sie myle?

Stanislaw



...sie mylisz....
jest dobrze!
powaznie mi sie podoba...bo bardziej spojrzalam na to z perspektywy tego, ze
kazdy ma szanse zjesc to co najbardziej lubi. Taki np moj brat od 3 tygodni
marudzi o kartacze co poki co nie zostalo zrealizowane.
A druga rzecz to owo dojrzewanie rzeczy ktore powinny dojrzec...vide
fasolka - a i zupy sa lepsze na drugi dzien...o marynowaniu miesa nie
wspomne nawet

a tydzien to taka instytucja co mija szybko i znowu mozna cos nowego
zaplanowac
a i latwiej czasem ogarnac pomysly na jedzenie - nie ma wowczas
sytuacji....ratunku co podac na obiad

tyle...agataw





14
Data: 7 październik 2004, 10:22
Temat:

Re: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Jerzy Kozł


> a skad wiesz na co bedziesz mial ochote jutro????
> pozdrawiam Jerzy?
>Ha!
Gdybym myslal tymi kategoriami to ..no moze jak rowniez mial odpowiednia
kase to zatrudnil bym w kuchni gosposie i rano podawal swoje zyczenie co


do


zachcianek kulinarnych na nadchodzacy dzien, a do "uciech" innych


zatrudnil


odpowiednia hostese. Sytuacja jest jednak taka jaka jest.Na gosposie i
hostese mnie nie stac A poniewaz Wszyscy pracujemy( no wlasnie i pomimo


tego


nie stac) i chcial realizowac no jak to w "stadzie" nie tylko swoje
zachcianki kulinarne, to takowy posilek bylby jedyny najwczesniej o 20 tej


i


zaangazowanych bylo by conajmniej dwie osoby.
A tak radze sobie sam i zawsze o godz.17 tej goracy posilek typu obiad


jest


podany.
Nie uwazam sie za niewolnika kuchni choc sam wziolem na siebie te


obowiazki.


A tak pozatym nie uwazajcie mnie za starego zgreda ktory nie mic do roboty
jak "pichcic" w kuchni! Ja czynnie uprawiam sport zeglarski i kiedy


wyplywam


na kilka dni to nie zostawiam ich bez ....pomyslow.I wtedy "tablica
rodzinna" naprawde spelnia swoja role.Oprocz zeglarstwa mam jeszcze inne
hobby ktore zajmyje mi sporo czasu i gdyby nie planowanie rodzinnego zycia
kulinarnego to faktyucznie zostal bym kuchta - niewolnikiem kuchni.

Stanislaw


nadinterpretacja odpowiedzi...
niedawno dopiero chodzac po sklepie wymyslilem na co mam ochote...
gosposie zas zwolnilem bo nie potrafila mi dogodzic:-)))))))), a na temat
hostess w moim zyciu nie plotkuje jestem dyskretny...
:-)))))


pozdrawiam Jerzy...


15
Data: 7 październik 2004, 20:40
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Aretkka


Byl taki watek ktory teraz dopiero przeczytalem i za pozwoleniem przekaze
swoje przemyslenia ne ten temat.Dodam,ze temat poruszyla kobieta-sadze,ze
zona i matka i w ogolnej opini" Ta" osoba ktora prowadzi gospodarstwo
domowe.
Nie wiem czemu w takim pojeciu praca  w kuchni to niewolnictwo.Jestem juz
"duzym" chlopcem i przez wiele lat to potrafilem w kuchni nawet wode
przypalic.Dobrych kilka lat temu (tak troche z przymusu-zona zlamala prawa
reke) zajolem sie przygotowaniem posilkow.Nie mialem wyjscia .Oprocz zony
jeszcze trzy "dzioby" do wykarmirnia.Mijal czas -potem to bywalo
roznie.Teraz od jakes trzech lat zajmuje sie prawie profesjonalnie
kuchnia.Daje zonie fory tylko w soboty i niedziele.
A co ! niech se tez popichci.Wszyscy pracujemy oprocz najmlodszej 17 letnej
corki.i w tygodniu to spotykamy sie zazwyczaj w przdpokoju -wchodzac lub
wychodzac  lub w kuchni...na posilku czyli pobierajac obiad tj 17-18 ta.
Dlatego wprowadzilem system "planowania" ktory u mnie dziala od 2 lat i
chcialbym polecic innym gotujacym zonom i kolegom.
A mianowicie. W kuchni umiescilem taka sobie rodzinna tablice informacyjna
na ktorej co sobota wywieszam jadlospis na nadchodzacy tydzien.Jezeli ktos
ma uwagi to dopisuje Ma czas do niedzieli- wieczaora.Jezeli uwagi sa
konstruktywne nanosze je i od poniedzialku zaczynam realizowac .Daje mi to
mozliwosc zaplanowania zakupow.Wiekszosc posilkow obiadowych przygotowuje
wieczorem -dzien wczesniej.Daje to niesamowite rezultaty-bo
np.gulasz,.bigos,fasolka po bretonsku ,leczo przygotowane dzien wczesniej
lepiej smakuje na drugi dzien.Sa dania ktore nie zostaly skonsumowane.(
powod- domownik nie wrocil na czas obiadu)zamrazam i potem po kilku dniach
dorabiajac jakis sosik podgrzewam i popdaje.A tak na powaznie to w kuchni
jak i w zyciu trza troche fantazji.Planowanie to jedno a improwizacja
to....jak sie przekonalem w zyciu wazna sprawa.Inmaczej sie nie da.

Pozdrawiam
Stanislaw z Gdanska

Choć jesteś TAK uporządkowany, to i tak spędzasz za dużo czasu w kuchni!


Mnie się udało, to już bite dwa lata, by w kuchni nie spędzać tych trzech czy
nawet czterech godzin dziennie. Ja nie przyjmuję żadnych propozycji, czy
zgłoszeń. Tylko się liczy moja inwencja i pomysł. Jeśli ktoś ma
inny.......proszę bardzo, cała kuchnia do jego dyspozycji, całe 19 m 2. Gotuje
jedno danie, zupy rzadko, bo "głodne", po dwóch godzinach znów..bałagan w
kuchni. Za to drugie danie, zawsze mięsne ( przez pięć dni roboczych w
tygodniu), mięso najpierw potraktowane czosnkiem, cebulą, kminkiem i jeszcze
wszystko jedno czym, czyms co pod ręką, byle nie za duzo. Piekę w brytfance. I
to jest taka asekuracja( żelazne danie), do tego ziemniaki w mundurkach,
nastawia osoba która pierwsza przychodzi.( Najbardziej pyszczy, że ciągle ona.)
I dużo surówek, różnego rodzaju. To jest szkielet, od tego jest dużo wyjątków,
w zalezności od "chciejstwa" domowników, w ilości 4 szt , licząc razem ze mną.
( Nie licząc dwóch kotków ). A odstępstwa gdy są , ja deklaruje swoją pomoc,
ale wtedy wystepuję w roli "pomocy kuchennej" a nie głównej kucharki. I jest
mi z tym bardzo dobrze.:-)
Pozdrawiam Areta
Ps. a zakupami też jesteśmy podzieleni, różne produkty, w różnych sklepach.
Więc w zależności "jak komu po drodze".


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

16
Data: 8 październik 2004, 15:39
Temat:

Re: Bylo: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Stanislaw


> > > Choć jesteś TAK uporządkowany, to i tak spędzasz za dużo czasu w


kuchni!


Witam!
dwie do trzech godzin.Gora!


Mnie się udało, to już bite dwa lata, by w kuchni nie spędzać tych trzech


czy


nawet czterech godzin dziennie. Ja nie przyjmuję żadnych propozycji, czy
zgłoszeń. Tylko się liczy moja inwencja i pomysł.



To Masz super!
morzesz se zaplanowac wg wlasnego menii.

Jeśli ktoś ma


inny.......proszę bardzo, cała kuchnia do jego dyspozycji, całe 19 m 2.




O kurcze! A ja mam tylko troche ponasd 7 mkw




Gotuje
jedno danie, zupy rzadko, bo "głodne",



Masz racje! A ja lubuje sie w zupkach i najczesciej to tylko ja je zjadam.No
optrocz takich jak zupa rybna z lososia,pomidorowa czy zurek na bialej
kielbasie i boczku wedzonym.


Za to drugie danie, zawsze mięsne ( przez pięć dni roboczych w
tygodniu),


Z tego widac ,ze jestescie "miesozerni" .Przepraszam bez urazy.Ja tez nie
jestem jaroszemWiele innych dan oprocz typowych pieczeni z schabu czy
karkowki robie.Drobiu nie omijam.To tak dla urozmaicenie.Tak dla przykladu:
gulasz mysliwski z wolowiny,kotlety mielone z nadzieniem serowym,danie
chinskie na bazie piersi indyka z ryzem,fasolka meksykanska na wolowinie
itd,itd.


I dużo surówek, różnego rodzaju.



Ba!
surowki to podstawowy dodatek do wszelkich dan .No ...oprocz zup.


To jest szkielet, od tego jest dużo wyjątków,
w zalezności od "chciejstwa" domowników, w ilości 4 szt , licząc razem ze


mną.


( Nie licząc dwóch kotków



A ja tez musze myslec o swojej przyjaciolce.Mam taka suczke.Ktora uwielbia
domowe posilki
.


A> Ps. a zakupami też jesteśmy podzieleni, różne produkty, w różnych


sklepach.


Więc w zależności "jak komu po drodze".



Co do zakupow to prawie wszystkie robie sam.Poniewz wracam samochodem i po
drodze mam: dwa targowiska-bazary,dwa hipermarkiery i co najmniej cztery
mniejsze sklepiki z zielenizna i innymi dobrami.



A jak to zycie sie dla mnie skomplikowalo.


Nie lepiej bylo mi zyc na "garnuszku" zony?

Pozdrawiam Stanislaw



17
Data: 8 październik 2004, 16:04
Temat:

Re: Niewolnictwo w kuchni.

Autor: Kasia

popieram, POPIERAM, popieram
ręcyma i nogima, kolegę Stanisława.Ja jak na razie gotuje spontanicznie, ale
juz od jakiegos czasu myśle o planowaniu. a to ze wzgledu na czas i
zaplanownie zakupów.Jeśli coś za kims będzie sie snuło z natarczywą
upierdliwoscią to zawsze można cos zmienić w menu.
Poza tym szanowni koledzy i koleżaniki dyskusja planować czy spontanować
jest czysto akademicka( bo każdy ma przecież inaczej) i brzmi jak dyskusja o
wyższości świąt Bożego Narodzenia na Wielkanocą ;).

Pozdrawiam wszystkich na głodniaka
--
Kasia- Rzeszów





Tematy powiązane z Bylo: Niewolnictwo w kuchni.:



Copyright 2007-2008 © otopr.pl Informacje Prasowe
Projekt i wykonanie: E2


web stats stat24