Cześć wszystkim
Najnowszą książkę "Matka wszystkich lalek" Moniki Szwai przeczytałem z
mieszanymi uczuciami. Może nawet były to uczucia mięszane.
Zacznijmy od tego, że niektórzy uczestnicy tej listy skreślają M.Sz. i
zakładają, że nie należy jej czytać w ogóle. Trudno, upadłem, jestem
unurzany w tym błotku. Ciąg dalszy dla tych, którzy są innego zdania.
Monika Szwaja pisze coś w rodzaju "komedii ludzkiej" - książki są w
zasadzie niezależnymi całościami, jednak bohaterowie się powtarzają. Z
reguły główny bohater jednego tomu staje się osobą poboczną w innym.
Tylko "Stateczna i postrzelona" i mikropowieść (była rozdawana za 1
grosz w empikach) "Nie dla mięczaków" wyłamują się z tej reguły. Chociaż
głowy nie dam - może i tam ktoś z innych tomów się zaplątał...
Również i najnowsza książka wyrwała się z cyklu. Chociaż...
Bohaterowie są zupełnie nowi, akcja toczy się od II wojny światowej po
czasy współczesne, od Polski po Bretanię.
Całość jest napisana językiem "ciepło rodzinnym" - trudno mi to
dokładniej określić. W każdym razie ludzie są przyjaźni, jedzenie
świetne, etc.
I problem w tym, że książka traktuje o wydarzeniach dość - nawet bardzo
- okropnych, które kontrastują z tym rodzinnym ciepłem. Może to i
dobrze a kontrast zamierzony, dlatego pisałem o uczuciach mieszanych.
Kłopotów finansowych bohaterowie jakby nie mają, wszyscy jeżdżą
terenówkami, chociaż a) na ogół w strasznym stanie, b) w górach to
raczej konieczność.
Średnia zamożność (nie nędza, nie bogactwo) to zresztą status większości
bohaterów autorki, a zapewne autorki samej i jej czytelników.
Całość kończy się w zasadzie happy-endem, chociaż wielu go nie dożyło...
Książka pod koniec zaczyna wyraźnie przyspieszać. Akcja ostatnich pięciu
stron spokojnie i z pożytkiem mogłaby zostać rozwinięta do 30.
Jeszcze na 5 stron przed końcem nie wiadomo, czy i jakiego faceta
znajdzie jedna z głównych bohaterek. Jeszcze nieznane są dalsze losy
drugiej z bohaterek. Już myślałem, że na końcu zobaczę: 'ciąg dalszy
nastąpi'... A jednak nie.
Autorka straciła cierpliwość do swego dzieło i dorżnęła je, aby tylko
jakoś pozamykać wątki i całością uszczęśliwić nas jeszcze przed świętami.
Jeśli ktoś gustuje w tym typie literatury współczesnej (ja tak) i nie
jest uczulony na dramaty z drugiej wojny - oceniam między *można* a *warto*.
--
Pozdrowienia
Janek (sygnaturka zastępcza)