otopr.pl Grupy dyskusyjne Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

1
Data: 18 lut 2001, 12:03
Temat:

Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Autor: Jarek P. <

No i stało się. Pojawił się u nas mały szynszylek o nie do końca jeszcze
ustalonym imieniu. Wcześniej na grupie zamieściłem posta z prośbą o opisy
"eksploatacji" szynszyli i dziękuję jeszcze raz za wszystkie udzielone mi
rady. Ponieważ jednak pierwsze kroki z nim totalnie się różniły od tego
wszystkiego, co mi radzono oraz od porad zawartych w książeczce "Szynszyla w
domu", chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
Nie wiem, być może różnice wynikają stąd, że szynszylek pochodzi nie ze
sklepu a z hodowli od kobiety, która prowadzi ją od 25lat, do szynszyli mówi
jak do dzieci ( a ma ich około setki) i one wszystkie od pokoleń są
przyzwyczajone do bliskości człowieka.
Pierwsza różnica: wszyscy (oraz książka) jako podstawowe zalecenie podawali:
przynieść stworka do domu (najlepiej w pudełku z otworkami, żeby miał
ciemno, żeby się nie stresował), zapakować do klatki do domku i czekać
(nawet do kilku dni), aż się przestanie bać, aż sam wyjdzie i się
zainteresuje otoczeniem. Potem powoli go oswajać z ręką, dopiero następnie
go próbować brać na ręce. Tymczasem nam kobieta powiedziała, że w żadnym
wypadku. Szynszylek przewożony w klateczce czy pudełku może być jedynie w
ostateczności, bo to będzie dla niego potworny stres, zwłaszcza dla malucha,
który pierwszy raz opuszcza rodzinną klatkę. Idealnym sposobem poradzonym
przez nią okazało się natomiast zapakowanie go pod moją własną kurtkę.
Niezadowolenie trwało dosłownie chwilę, szybciutko się umościł w rękawie i
tam siedział całą drogę, było mu tam ciepło i przytulnie, czuł się na tyle
bezpiecznie, że zaraz zaczął mi obgryzać guzik od koszuli, jeśli się do
niego zaglądało - fukał. Najważniejsze jednak, że od razu przyzwyczajał się
do mojego zapachu i to w powiązaniu z bezpiecznym miejscem. Kobieta radziła
nam, wbrew wszystkim innym radom, żeby od początku w ten właśnie sposób go
przytulać, żeby on nauczył się wiązać człowieka z bezpieczeństwem
Po dotarciu do domu, również zgodnie z radami tamtej kobiety, nie trafił od
razu do klatki, ale pozwoliliśmy mu samemu wyjść z kurtki, zainteresować się
najbliższym otoczeniem. Oczywiście nie zaczął od razu biegać po pokoju, póki
co bardzo ostrożnie zwiedził łóżko na którym się ulokowałem. Przez ten czas
ja wytrząsnąłem z rękawa kurtki parę gówienek, do których wszechobecności
wygląda na to, że po prostu musimy przywyknąć, na szczęście faktycznie są
bezwonne i twarde, nie ma z nimi problemu, nie zostawiają żadnych śladów.
Cały czas nasze ręce były przy nim, nie uważał ich za nic stresującego,
zresztą nie tarmosiliśmy go ani nie głaskaliśmy na siłę. Po prostu wyciągało
się do niego dłoń, a on na nią wchodził bez obaw. Jeśli się czegoś
wystraszył (a wystarczał nawet gwałtowniejszy szept), próbował się gdzieś od
razu chować, trafiał wtedy również pod ubranie (tym razem luźny rozpinany
sweter), gdzie się od razu uspokajał. Na wieczór został zapakowany do
klatki. Schował się od razu do domku, jednak w nocy zaczął tak żałośnie
płakać, że został z niej wyciągnięty (mimo oporu) i znowu ulokowany pod
swetrem do uspokojenia. Sytuacja powtórzyła się dwa razy, póki nie
pomyśleliśmy, że zostawiony sam w klatce płacze, bo klatka jest dla niego
obca i trzeba go z nią zapoznać. Tak więc, kiedy za drugim razem pod swetrem
się rozbrykał na tyle, że zaczął myszkować po łóżku (była już jakaś czwarta
nad ranem....), trafił po raz kolejny do klatki, ale nie pozwoliliśmy mu
schować się do domku, tylko cały czas z towarzystwem znanej mu już ręki
obleciał całą klatkę, poskakał po półkach (początkowo ręka go na nie
wsadzała, a on zeskakiwał), zeżarł trochę siana, po czym został wpuszczony
do domku i zupełnie spokojnie dospał do następnego wieczora. Tymczasem
następnego dnia rozmowa telefoniczna z właścicielką hodowli upewniła nas, że
jak najbardziej prawidłowo postępowaliśmy. Późnym popołudniem jeszcze trzeba
go było wyciągać z klatki i sweter jeszcze się przydawał, ale trwało to
bardzo krótko, a do wieczora już wyszło na to, że klatka jest dla niego
ograniczeniem, natomiast cały pokój mniej więcej wystarcza. Następnej nocy
jedynymi dźwiękami, jakie się z klatki rozlegały, były odgłosy chrupania
oraz skakania z półki na półkę.
Obecnie niepokój nasz wzbudza jeszcze to, że nie chce jeść nic oprócz siana
oraz suszonych jabłek, które trzeba mu podetknąć pod pyszczek, mimo że je
wyraźnie lubi. Suchą karmę (dokładnie tą samą, na której się wychował), póki
co po prostu ignoruje. Prawie wcale też nie pije. Kobieta od hodowli mówiła
nam jednak, że to normalne i że to minie.
Z zainteresowanymi osobami chętnie wymienię się też sposobami wygłuszania
klatki, żeby nie dzwoniła przy jego nocnych zabawach. Póki co wymyśliłem
miękkie gumowe podkładki (z samoprzylepnej uszczelki do okien) w miejscu
styku kraty z plastikowym dołem oraz jakieś solidne obciążenie położone na
jej szczycie. Dało to tyle, że przynajmniej krata teraz nie rezonuje i
odgłosy są cichsze i mniej dźwięczne.
Będę również wdzięczny za porady, jak oduczyć go obgryzania. Zawziął się na
mój pasek od spodni (ogólnie sprawia wrażenie, że wyprawiona skóra będzie
jego wrogiem najgorszym) i żadne odsuwanie ani się ani jego nie zdaje
egzaminu, po prostu wraca i żre dalej... Czy jest jakiś preparat o ohydnym
dla szynszyli smaku, którym można zabezpieczyć choć doły mebli?
Te kable, które po prostu muszą zostać, chcę zabezpieczyć za pomocą
plastikowych korytek kablowych oraz peszla. Też je będzie obgryzał, ale
przynajmniej bez wiadomego ryzyka.

Innym początkującym życzę powodzenia, doświadczonym dziękuję za rady.

Pozdrawiam

J.






2
Data: 18 lut 2001, 15:40
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Autor: Jarek P. <

Użytkownik it w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:96r8oi$ie7$1@news.tpi.pl...


gratuluję, że trafiłeś na tak wychowanego malucha, z pewnością ma


znaczenie


to skąd pochodzi
czy możesz podać adres tej Pani, orientujesz się czy hoduje kolorowe


odmiany


szynszyli?



Zdarzają się jej czarne. Aktualnie nie ma. Namiary na tą kobietę wysyłam
mailem.


Rufusowi też zdarzały się takie rozpłakane noce (nawet teraz czasem Mu się
przytrafi) i zawsze pomagało schowanie Go pod kołdrą, Szyszka woli


przytulać


się do Rufusa :)



Masz parkę. Jak często parka zwiększa swoją liczebność, z czym to się wiąże
(chodzi mi o to, czy zwierzaki stają się wtedy mniej przystępne,
drażliwe,itp.) i co dalej robisz z małymi?


Wrogiem??? Chyba przyjacielem, podobnie jak skórzane torebki, portfele i
buty



Toś mnie pocieszyła :-((((

Dzięki, pozdrawiam

J.



3
Data: 19 lut 2001, 15:00
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Autor: it


Nie wiem, być może różnice wynikają stąd, że szynszylek pochodzi nie ze
sklepu a z hodowli od kobiety, która prowadzi ją od 25lat, do szynszyli


mówi


jak do dzieci ( a ma ich około setki) i one wszystkie od pokoleń są
przyzwyczajone do bliskości człowieka.


gratuluję, że trafiłeś na tak wychowanego malucha, z pewnością ma znaczenie
to skąd pochodzi
czy możesz podać adres tej Pani, orientujesz się czy hoduje kolorowe odmiany
szynszyli?


Schował się od razu do domku, jednak w nocy zaczął tak żałośnie
płakać, że został z niej wyciągnięty (mimo oporu) i znowu ulokowany pod
swetrem do uspokojenia.


Rufusowi też zdarzały się takie rozpłakane noce (nawet teraz czasem Mu się
przytrafi) i zawsze pomagało schowanie Go pod kołdrą, Szyszka woli przytulać
się do Rufusa :)


Będę również wdzięczny za porady, jak oduczyć go obgryzania.


Jedyna rada jaką znam to przyzwyczaić się :(


Zawziął się
na mój pasek od spodni (ogólnie sprawia wrażenie, że wyprawiona skóra
będzie jego wrogiem najgorszym) i żadne odsuwanie ani się ani jego nie


zdaje


egzaminu, po prostu wraca i żre dalej...


Wrogiem??? Chyba przyjacielem, podobnie jak skórzane torebki, portfele i
buty


Życzę powodzenia


Iwona i dwa futrzaki





4
Data: 19 lut 2001, 15:03
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia(długie)?

Autor: lumhen@poc




No i stało się. Pojawił się u nas mały szynszylek o nie do końca jeszcze
ustalonym imieniu.


Cześć
Z przyjemnością przeczytałam twój list.
To jest przykład jak powinno się przyjmować do domu nowego współlokatora.
Życzę powodzenia
Henia



--




--
Archiwum grupy http://niusy.onet.pl/pl.rec.zwierzaki


5
Data: 19 lut 2001, 16:03
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Autor: it


Zdarzają się jej czarne. Aktualnie nie ma. Namiary na tą kobietę wysyłam
mailem.


dostałam, dzięki


Masz parkę. Jak często parka zwiększa swoją liczebność, z czym to się


wiąże


(chodzi mi o to, czy zwierzaki stają się wtedy mniej przystępne,
drażliwe,itp.) i co dalej robisz z małymi?


Rufus mieszka z nami od trzech lat, ale Szyszkę przygarnęliśmy dopiero w
lipcu i jeszcze nas nie uraczyly potomstwem. Z tego co wiem to nie należy
obawiać się narodzin częściej niż raz w roku i rzadko zdarza się więcej niż
jeden maluch.
Na razie jedynym minusem przy parce jest słabszy kontakt z nami (Rufus
zrobił się dużo mniej podatny na nasze pieszczoty odkąd jest Szyszka).


Toś mnie pocieszyła :-((((


Wszystko przed Wami :)


Iwona i dwa futrzaki






6
Data: 19 lut 2001, 18:18
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)

Autor: Jarek

Jarek P. napisał(a) w wiadomości: <96r6s5$9jc$1@news.tpi.pl>...


No i stało się. Pojawił się u nas mały szynszylek o nie do końca jeszcze
ustalonym imieniu.



Mniam, mniam - pyszna relacyjka. Z ogromną przyjemnością poczytałem sobie o
szynszylku.
Gdybym jeszcze nie lubił szynszyli po poprzednich postach na grupie to bym
teraz polubił.
A tak zachciało mi się mieć takiego. Jak na razie nie mam warunków ale w
nowym mieszkanku zaplanowałem już tajemnie kącik na klatkę;))))))))
Zacząłem też subtelny "molesting" żony na ten temat...

A jak na razie - króliki pozdrawiają szynszyle

Jarek

--
-----------------------------------------------------------
Wszystko co tu piszę, piszę prywatnie.
Chyba, że napiszę inaczej.




7
Data: 21 lut 2001, 03:25
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)?

Autor: Marek Tren

Jarek P. napisał w wiadomości news:96r6s5$9jc$1@news.tpi.pl...


Czy jest jakiś preparat o ohydnym
dla szynszyli smaku, którym można zabezpieczyć choć doły mebli?



Co prawda nie mam pojęcia o szynszylach, ale w oparciu o doświadczenia z
królikiem sugerowałbym:

a) przyjąć, że i tak obgryzie,

b) na upartego: daj zwierzątku do powąchania kiełbasę, najlepiej taką z
czosnkiem. Albo inną wędlinę, kotleta itp. Wszystkie znane mi króliki
uciekają w panice od zapachu mięsa i wędlin. Przypuszczam, że szynszyle
też - gdyby Twój ulubieniec to potwierdził, to wiedziałbyś, jakim
zapachem potraktować doły mebli. Wiem, brzmi to może komicznie, ale
lepszy rydz, niż...

P.S. Niewykluczone, że poskutkuje też pomarańcza albo mandarynka. Trzeba
po prostu spróbować, dając najpierw do powąchania.

--
Pozdrowienia/Greetings/Gruesse von


Marek Trenkler


http://www.insiderpress.pl





8
Data: 21 lut 2001, 10:45
Temat:

Odp: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)?

Autor: Darkac



b) na upartego: daj zwierzątku do powąchania kiełbasę,


najlepiej taką z


czosnkiem. Albo inną wędlinę, kotleta itp. Wszystkie znane mi


króliki


uciekają w panice od zapachu mięsa i wędlin.



To nie znasz Bieluszki?!
Ona podchodzi do talerza z kanapkami, i podgryza lub próbuje
porwać mi kiełbasę.

Darek


9
Data: 21 lut 2001, 20:01
Temat:

Re: Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie)?

Autor: Marek Tren

Darkac napisał w wiadomości news:9702d9$2q7$1@news.tpi.pl...


To nie znasz Bieluszki?!
Ona podchodzi do talerza z kanapkami, i podgryza lub próbuje
porwać mi kiełbasę.



No tak, ale Ciebie też gryzie... To jakiś wampir... ;)

--
Pozdrowienia/Greetings/Gruesse von


Marek Trenkler


http://www.insiderpress.pl





Tematy powiązane z Szynszyla - pierwsze wrażenia (długie):



Copyright 2007-2008 © otopr.pl Informacje Prasowe
Projekt i wykonanie: E2


web stats stat24